Jestem typowym czytaczem, bibliofilem, książkoholikiem. Mam wiele książek, ale nigdy nie jest ich zbyt wiele. Cały czas szukam, pożyczam, kupuję, przeglądam nowości, wynajduję różne tytuły – każda forma jest dobra, aby znaleźć coś, co tylko może mnie zainteresować. A interesuje prawie wszystko. Nie akceptuję tanich romansideł, bezsensownych tekstów o niczym, marnych poradników, przesadzonego fantasy i poezji. Niekiedy mam ochotę na klasykę światowej literatury, a innym razem na najnowszą polską prozę. Czasem czytam jedną książkę i z ciężkim sercem ją kończę. Muszę odczekać parę dni, zanim zapomnę, zanim „wyjdę” ze świata stworzonego przez autora i zanim przystąpię do nowej lektury. Czasem czytam kilka książek jednocześnie, naprzemiennie, w dziwnych konfiguracjach. Trudno to wszystko określić, tak samo, jak trudno określić kiedy to wszystko się zaczęło.

Nie wiem, jaki to ma wpływ na moją miłość do książek, ale od najmłodszych lat przebywałam z mamą w jej miejscu pracy – bibliotece. Otoczona zewsząd półkami, które szczelnie wypełnione, sięgały pod sufit, pamiętam majestatyczność tego miejsca. Nieco zaciemnionego, nieco przytłaczającego, nieco staromodnego. Zawsze przychodziło do niego mnóstwo osób i w jakiś sposób to mi imponowało. Znienawidzone przez moją mamę księgi inwentarzowe i robione rokrocznie spisy, dawały mi możliwość na bezgraniczne zdejmowanie, układanie, przekładanie spisanych już książek. Wtedy dopiero było widać ogrom tych wszystkich zgromadzonych woluminów. Równie wielkie emocje pojawiały się u mnie wraz z nadawaniem sygnatur, wypisywaniem kart, okładaniem nowo zakupionych książek. Małej dziewczynce niewiele potrzeba, aby być zachwyconą z tego, co robi.

W miarę upływu lat były koła biblioteczne w szkołach, do których chodziłam. Najczęściej pomagałam pracującym tam bibliotekarkom w codziennych obowiązkach. Czasem mogłam nawet samodzielnie obsługiwać czytelników i sprawiało mi to nieziemską frajdę. Poza tym były konkursy czytelnicze, z których żadnego nie mogłam opuścić. Nie tylko na ilość wypożyczanych książek w ciągu roku, ale także na znajomość lektur i powieści młodzieżowych.

Gdy uważałam się już za dorosłą osóbkę, czytanie było w modzie. Być może było i wcześniej, a może nie było wcale tylko mi się tak wydało, bo większość moich znajomych czytała. Wówczas był to jeden z naszych tematów towarzyskich. Wymienialiśmy się tytułami, opiniami, pożyczaliśmy sobie książki i traktowaliśmy to jako wyższą formę inteligencji.

Myślę, że po części wszystkie te czynniki wpłynęły na moje późniejsze decyzje. Na to, że kilka lat temu udało mi się połączyć hobby z kierunkiem studiów. Także na to, że w zeszłym roku znalazłam swój sposób i własne miejsce na pracę w branży. Mam okazję poznawać ciekawe osobistości, legendy rynku książki, czasem autorów. Na co dzień zajmuję się wszystkim, począwszy od przygotowania tekstów do publikacji, odpowiednim doborze krojów pisma, layoucie książek, skończywszy na materiałach promocyjnych, spotkaniach autorskich i działaniach marketingowych. Nic nie jest mi straszne, oby tylko dotyczyło świata książek.

podpis 2

©

Reklamy