Tegoroczne Targi Książki to przede wszystkim praca. Pierwszy raz zdarzyło się, abym aż trzy dni odwiedzała Targi. Współorganizacja konferencji, opieka nad Autorem, a także „korytarzowe” spotkania branżowe pozostaną na długo w pamięci. Nawet nie miałam czasu skupiać się na wystawcach…

To z kolei spowodowało, że po raz pierwszy wracam z Targów bez żadnych zdobyczy. Dla mnie jest to zarówno sukces, jak i porażka. Sukces – bo kupowanie nowych książek muszę ograniczać ze względu na ilości już posiadane, a porażka – bo jakoś tak smutno, gdy nic się nie kupuje 😉 Co prawda wróciłam do domu z jedną książką, ale została zakupiona na prośbę przyjaciółki, więc się nie liczy. A chodzi o książkę Ewy Chodakowskiej pt. „Zmień swoje życie z Ewą Chodakowską”.

Poza tym Stadion Narodowy zrobił na mnie ogromne wrażenie nie tylko od strony trybun, ale i zaplecza, które stanowiło dobrą podstawę do organizacji Targów. To, czym organizatorzy chwalili się jakiś czas temu, zostało zrealizowane. Przestrzeń znacznie różniła się od tej, którą znamy z Pałacu Kultury i Nauki. Jednak porównując czwartek, piątek i niedzielę, to właśnie w ostatnim dniu poruszanie się po Stadionie było kłopotliwe i dość powolne ze względu na wszechobecne tłumy. Czyli wygląda na to, że frekwencja dopisała. Oby tylko ten optymistyczny akcent nie był spowodowany chęcią zobaczenia naszego „Narodowego Cudu”, a uczestnictwem w tak ważnym wydarzeniu, jakim są Warszawskie Targi Książki. Oby!

Reklamy