Dzisiejszy dzień to napływające zewsząd informacje o nietypowym pomyśle Polskiej Izby Książki. Instytucja, jakże ważna ze względu na swoje działania, opublikowała właśnie Ustawę o Książce – najnowszy pomysł, jak uzdrowić polski rynek. Pomysł o tyle kontrowersyjny i dziwny, że już pojawiły się o nim mało pochlebne opinie.

Jak czytamy u źródła, celem ustawy jest zwiększenie poziomu czytelnictwa poprzez zapewnienie powszechnego dostępu do książki na terenie całego kraju i urozmaicenie oferty wydawniczej. Podstawowym założeniem ustawy jest ustalana przez wydawcę stała cena na nowości wydawnicze, która przez określony czas obowiązuje wszystkich sprzedawców końcowych.

Ustawa ma regulować obrót książkami i blokować „wolną amerykankę” księgarzy. Brzmi dobrze? Może i tak, ale dowiedzmy się czegoś więcej. Otóż chodzi o to, że PIK zamierza wprowadzić tzw. okres ochronny dla nowości rynkowych, który trwałby od 6 do 18 miesięcy od premiery. W tym czasie księgarnie nie mogłyby sprzedawać tych tytułów po zaniżonych cenach (zapomnijmy o promocjach, rabatach i obniżkach). Jak więc ma to wpłynąć na sprzedaż?

PIK uważa, że chroniąc przed nieuczciwą konkurencją i wyrównując szanse małych i dużych księgarni, zwiększy tym samym zainteresowanie potencjalnych klientów. Nic bardziej mylnego. Oczywiście jestem za tym, aby mali przedsiębiorcy mieli szansę utrzymania się na rynku na równi z sieciówkami, ale chyba nie tędy droga. Czy faktycznie zniesienie obniżek cenowych poprawi sytuację? A może od razu wróćmy do przeszłości i przejdźmy do cen centralnie sterowanych…

Jak czytamy na stronie PIKu, Ustawa jest na etapie konsultacji. I dobrze! Niech myślą nad nią jeszcze długo. Tak długo, aż nie wpadną na naprawdę dobre pomysły uzdrawiania polskiego rynku książki.

Każdy, kto chce się zapoznać z Ustawą odsyłam do źródła.

Reklamy