Tagi

, , , , ,

“Wayward Pines. Szum” – Blake Crouch

tytuł oryginału: Pines

seria: Wayward Pines

przekład: Paweł Lipszyc

liczba stron: 360

wydawnictwo: Otwarte, 2014

moja ocena: 8/10 (rewelacyjna)8 na 10

Gdy tylko ze strony Wydawcy dowiedziałam się o tej książce, podświadomie wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Tak też się stało – została przez mnie pochłonięta w dwa dni. A w moim przypadku jest to naprawdę niesamowity wynik.

„Wayward Pines. Szum” to niezwykle intrygująca pozycja. Trudno określić wszystkie emocje, jakie targają czytelnikiem podczas lektury. Na pewno jest to strach, niepokój, a także przedziwna wizja, że wszystko jest zupełnie inne niż nam się wydaje.

Im więcej wiesz, tym dziwniejsze się to staje. I tym mniej wiesz.

Ethana Burke’a poznajemy w momencie, gdy budzi się w zupełnie nieznanym sobie miejscu. Gdzieś pośrodku lasu, nad rzeką… Ma amnezję i nawet nie jest pewny swojego imienia. Idąc przed siebie dociera do miasteczka Wayward Pines, które początkowo nie wzbudza żadnych podejrzeń. Mała, spokojna miejscowość, ukryta pomiędzy górskimi szczytami. Pozornie nic szczególnego.

Jak się później okazuje, Ethan został wysłany do miasteczka Wayward Pines w celu odnalezienia dwójki zaginionych agentów specjalnych. Podczas wjazdu do miasta, w jego samochód uderzyła ciężarówka, a on sam stracił pamięć… Jednak, czy tak było naprawdę? Wraz z kolejnymi stronami mamy co do tego poważne wątpliwości i coraz więcej podejrzeń.

Zagłębiając się w tę historię, mamy mieszane uczucia. Kilka razy zdarzyło mi się pomyśleć: „ejże, przecież to tak nieprawdopodobne, że aż głupie!”. Jednak nie przerwałam czytania, bo interesowało mnie zakończenie i wyjaśnienie wszystkich zagadek. Żeby zbyt wiele Wam nie zdradzać, mogę jedynie powiedzieć, że fabuła (jej koniec) naprawdę ma ręce i nogi! Po przeczytaniu ostatniej strony, zupełnie inaczej patrzę teraz na całą powieść. Wszystko układa się w logiczną całość, choć początkowo rzeczywiście mogło wydawać się inaczej. Warto, więc dobrnąć do końca, nawet jeśli po drodze mamy, co do tego poważne wątpliwości.

Jest tylko jedna rzecz straszniejsza niż obłęd: świadomość, że jesteś przy zdrowych zmysłach…

Autor sam przyznaje, że wychował się na serialu „Miasteczko Twin Peaks” i to na nim wzorował swoją opowieść. Według mnie doskonale oddał charakterystyczne elementy serialu Davida Lyncha. Wydarzenia będące na pograniczu snu i jawy, gdzie do końca nie wiadomo, co jest realne, a co tylko stworzone przez wyobraźnię głównego bohatera. W tej książce można dostrzec także wiele nawiązań i inspiracji innymi serialami („Z archiwum X”, „Lost”, „Przystanek Alaska”) i filmami („Langoliery”, „Truman Show”, „Osada”, „Matrix”), gdzie tajemnicza aura otacza głównych bohaterów. A takie zestawienie tworzy mieszankę iście wybuchową.

Blake Crouch stworzył ciekawą książkę, której zarówno forma, jak i treść odbiega nieco od powszechnie przyjętych kanonów. Mamy tutaj do czynienia z różnymi formami powieści, od kryminału, thrilleru, fantasy, aż do postapokaliptycznej wizji. Do tego jesteśmy świadkami zagięcia czasu i przestrzeni – przeplatające się wątki, które dzieją się w różnym czasie, ale dotyczą cały czas tych samych bohaterów – a także często wtrącanych retrospekcji z pobytu Ethana w irackiej niewoli. Wszystkie wydarzenia są dosyć surowo opisywane. Czasem ma się wrażenie, że są to wyimki ze scenariusza filmowego. Sytuacje ratuje pierwszoosobowa narracja, która ułatwia utożsamianie się z głównym bohaterem. Dlatego też w ogólnym rozrachunku cieszę się, że Wayward Pines jest trylogią, bo bardzo chętnie znowu wejdę w ten tajemniczy świat i poznam dalsze losy Ethana.

©podpis 2

Reklamy