Tagi

, , , , , ,

“Beksińscy. Portret podwójny” – Magdalena Grzebałkowska

liczba stron: 480

wydawnictwo: Znak, 2014

moja ocena: 9/10 (wybitna)9 na 10

Świeżo po przeczytaniu książki w mojej głowie kłębi się mnóstwo myśli… niekoniecznie dobrych. Nie wynika to jednak ze znakomitego reportażu Grzebałkowskiej, a z przygnębiającej atmosfery, jaka towarzyszyła życiu Beksińskich. Mimo że początkowo podchodziłam do tej książki z dystansem, sama lektura wywarła na mnie olbrzymie wrażenie. Do tej pory nie specjalnie interesowałam się zarówno twórczością Zbigniewa Beksińskiego, jak i muzycznymi audycjami jego syna Tomka. Do czytania podchodziłam, więc pozbawiona wszelkich opinii, mając przed oczami zaledwie blady zarys tego, czego mogłam się spodziewać.

Książkę czytałam w sumie kilka miesięcy, przerywając czytanie innymi tytułami i powracając do „Beksińskich” w najmniej oczekiwanych momentach. Czemu wracałam? Bo książka, choć dosyć trudna w odbiorze, przesycona specyficznymi charakterami Beksińskich, jest również magnetycznie napisana przez autorkę. Tą biografią, Grzebałkowska wspięła się na wyżyny literackiego dziennikarstwa, gdyż wykonała rzetelny, spójny i wydawać by się mogło, całkowity obraz świata Beksińskich. Styl, jakim się posłużyła idealnie wpasował się do opisywanych realiów i postaci – kolorowych ptaków na tle szarej codzienności, która to stała się więzieniem dla całej rodziny.

To nie jest książka o znanym i modnym malarzu, który malował dziwne i straszne obrazy. To nie jest książka o jego mrocznym synu, który fascynował się śmiercią i tak długo próbował popełnić samobójstwo, aż mu się udało. Ani też książka o obsesjach, natręctwach, fobiach i artystycznych szałach. Ani też o karierze, pieniądzach, wystawach i krytykach. To nie jest książka o dziwnych uczuciowych związkach, fascynacji muzyką i filmem oraz nowymi technologiami. To nawet nie jest książka o ludziach, którzy pisali dużo listów.
To książka o miłości – o jej poszukiwaniu i nieumiejętności wyrażenia. I o samotności – tak wielkiej, że staje się murem, przez który nikt nie może się przebić. O tym, że czasem bardzo chcemy, ale nie wychodzi. O tym, że życie czasami przypomina śmierć, a śmierć – życie.

Książka Grzebałkowskiej w dużej mierze powstała na podstawie archiwaliów pozostawionych przez samych Beksińskich, którzy tworzyli dziennik foniczny z zapisami swoich codziennych rozmów. Nieco inne, bardziej złożone spojrzenie wyłania się ze wspomnień ich rodziny i przyjaciół, z którymi przez wiele lat prowadzili bogatą korespondencję.

„Portret podwójny” łączy w sobie elementy pozornie sielskiej sagi rodzinnej, dramatu psychologicznego oraz najczarniejszego kryminału. Mamy w tej książce do czynienia z wieloma aspektami życia – dramatami codzienności, wojną, biedą, społecznym nieprzystosowaniem, ale także ze zmianą środowiska sanockiego na to warszawskie, czy też ze zmierzeniem się ze sławą, uznaniem i pieniędzmi, jakie przyniósł sukces twórczości Zdzisława na świecie, aż po tragiczny koniec obu Beksińskich.

Książka ta, choć w podtytule nazywana „Portretem podwójnym”, zawiera w sobie znacznie więcej ciekawych osobowości i portretów, chociażby Zofii Beksińskiej, czy też Pawła Handlera. Bohaterowie zostali przedstawieni obiektywnie i niepoddani żadnym ocenom ze strony autorki. Bardzo łatwo uogólniać, trzymać się stereotypów i płasko ocenić każdą z osób, jednak należy pamiętać, że były to jak najbardziej realne postaci, niekiedy aż nazbyt wielowymiarowe i połączone skomplikowanymi relacjami. Często niezrozumiani, zagubieni w otaczającej ich rzeczywistości podejmowali osobliwe decyzje, a mimo to bardziej wzbudzają współczucie niż krytykę. Szczególnie, że ich życie często zbiegało się z surrealistycznymi artystycznymi wizjami Zdzisława.

  • Mrok – Zdzisław. Trudny, egoistyczny, zamknięty w sobie wybitny artysta, twórca wysokiej sztuki. Sprawiał wrażenie zbyt naiwnego i zdziwaczałego, co zdawało się jeszcze bardziej nasilać z wiekiem.
  • Śmierć – Tomek. Indywidualista, skomplikowany, inteligentny radiowiec i tłumacz, który umiłował sobie sztukę popularną. Już jako dziecko wydawał się mieć mentalność dorosłej osoby, niepozbawionej napadów lęków, paniki, obsesji i złości.
  • Cień – Zofia. Matka i żona, która stanowiła tło i usunęła się w cień swoich charyzmatycznych mężczyzn.

Pod względem edytorskim książka została wydana z ogromną starannością o szczegóły, które podbijają jej wartość estetyczną. Dużym plusem są wkładki z reprodukcjami dzieł Zdzisława Beksińskiego oraz zdjęć Tomasza. O tej książce mogę wypowiadać się w samych superlatywach. To świetna powieść-biografia, wciągająca, intrygująca, ekscytująca i pozostająca na długo w pamięci. Powieść o wyzbyciu się wszelkich uczuć, ogromnej samotności, ponadprzeciętnym talencie oraz tragicznym końcu wielkich indywidualności.

Myślę, że warto przytoczyć jeszcze kilka fragmentów, które zasługują na dalsze cytowanie:

  • „Beksiński jeszcze więcej czyta, niż pisze. Nie ma czasy na długie smakowanie książek, kończy szynko jedno i zaczyna następne (choć kokietuje, że czyta powoli i z trudem).”
  • „Nie wiadomo, czy Zdzisław i Zofia Beksińscy ustalili zasady wychowania syna. Ale gdyby spisać je na kartce, zajęłyby niewiele miejsca i mogłyby brzmieć tak: <<Tomkowi wolno wszystko>>.”
  • „Zdzisław Beksiński nigdy nie uderzy swojego syna. Zdzisław Beksiński nigdy nie przytuli swojego syna.”
  • „Wolę nie mieć forsy niż robić coś, czego nienawidzę (…).”
  • „W trakcie pracy czuję się raczej sługą obrazu, który rozrasta się zgodnie ze swymi prawami, niż sługą koncepcji, która stała u jego poczęcia.”
  • „Wstawał rano i nienawidził.”
  • „Idioci widzą tylko tyle, ile może dostrzec idiota – trudno im nawet mieć to za złe.”
  • „Nie czyta żadnych książek.”
  • „Samobójstwo nie jest tchórzostwem ani ucieczką. Przeciwnie. Kiedy człowiekowi świat wydaje się piekłem, samobójstwo to akt odwagi i męstwa.”

Smutek. Przygnębienie. Charyzma. Cień. Mrok. Śmierć.

©podpis 2

Advertisements