Tagi

, , , , ,

Nie jestem fanką komiksów. Może inaczej – nigdy nie miałam okazji przeczytać żadnego komiksu, nie licząc tych, które podbijały moje dziecięce serce. Były to przede wszystkim serie o Kajko i Kokoszu oraz Asteriksie i Obeliksie. Od tamtej pory swoje potrzeby czytelnicze realizowałam wyłącznie za pomocą książek. Muszę również przyznać, że komiksy traktowałam trochę po macoszemu, zupełnie nie rozumiejąc ich fenomenu. W tej dziedzinie jestem zupełną ignorantką i wcale się tego nie wstydzę. Chociaż uważam, że nigdy nie jest za późno, aby zmienić zdanie lub poszerzyć swoją wiedzę na jakiś temat.

Na pytanie, co więc skłoniło mnie do sięgnięcia po serię komiksów „Żywe trupy”, odpowiadam krótko – fantastyczny serial telewizji AMC, który cieszy się olbrzymią popularnością na całym świecie. Komiks miał uzupełnić informacje o The Walking Dead, zapewnić rozrywkę w czasie, gdy serial miał przerwę antenową pomiędzy kolejnymi seriami oraz zweryfikować, czy wszystkie opinie zachwytu nad komiksami są zasadne.

Jeśli jeszcze nie wiesz, czym są „Żywe trupy” mam do Ciebie małą prośbę. Wyobraź sobie, że budzisz się w szpitalu. Pustym szpitalu. Nie wiesz, co się z Tobą stało, gdzie jesteś, ani dlaczego wszędzie jest tak cicho. Postanawiasz poszukać kogokolwiek i zapytać, o co w tym wszystkim chodzi. Spacerując po pustym szpitalu nie musisz wcale daleko iść, aby spotkać ICH na swojej drodze. Żywe trupy, zombie, sztywni, umarlacy, truposze itd. są wszędzie a na dodatek próbują Cię zjeść. Są martwi a mimo wszystko stanowią olbrzymie zagrożenie. Brzmi jak prawdziwy horror, tymczasem jest to początek historii Ricka Grimesa, głównego bohatera całej serii TWD, który musi zmierzyć się z nową, postapokaliptyczną rzeczywistością.

Autorem pomysłu serii komiksowej jest Robert Kirkman, który we współpracy z ilustratorami Charlie Adlardem i Tony Moorem stworzył w 2003 roku pierwsze „Żywe trupy”. Na jego podstawie powstał zarówno wspomniany już przeze mnie serial telewizyjny, jak również wiele gier, czy książek, a samo TWD stało się swoistym symbolem „zombizmu”. Jak powiedział Kirkman:

Pisząc „Żywe trupy”, staram się poruszać następującą kwestię: jak ludzie radzą sobie w sytuacjach ekstremalnych i jak te zdarzenia ich zmieniają. Właśnie tym zagadnieniom zamierzam zajmować się jak najdłużej. Będziecie mogli zobaczyć, jak Rick zmienia się i dojrzewa – aż do momentu, kiedy trudno będzie wam go rozpoznać. (…) Wszystko w „Żywych trupach” jest próbą pokazania naturalnego rozwoju zdarzeń, które – według mnie – zaistniałyby w tych sytuacjach. To opowieść nastawiona na bohaterów. Kwestia, jak dostali się na miejsce, gdzie ich spotykamy, jest o wiele ważniejsza od tego, że w ogóle się tam znaleźli. (…) W „Żywych trupach” zostaniemy z bohaterem, w tym przypadku Rickiem Grimesem, tak długo, jak to będzie możliwe. Życzyłbym sobie, by ten komiks był kroniką życia Ricka.

W chwili pisania tego postu mam już za sobą siedemnaście tomów The Walking Dead. Dlatego też czuję się na siłach, aby podjąć temat i podzielić się z Wami moją opinią. Już teraz śmiało mogę stwierdzić, że istnieją znaczące różnice pomiędzy komiksami a serialem. W pewnym momencie zaczęły być to poniekąd odrębne historie opierające się na wspólnym pomyśle twórców i mające zrąb głównych bohaterów. Jednak wcale nie przeszkadza to w odbiorze treści, a wręcz przeciwnie zachęca do zapoznania się zarówno z serialem, jak i historią komiksową.

Szczegółowe opisy i recenzje wszystkich wydanych w Polsce tomów „Żywych trupów” już wkrótce na Bookowni! Bądźcie czujni 🙂

podpis 2

Reklamy